Czarny Czwartek



Powiązane obiekty:
Powiązane newsy:

W grudniu 1970 roku na Wybrzeżu polskie wojsko wystrzeliło 46 tysięcy pocisków różnego kalibru do demonstrujących Polaków. Jeden z tych pocisków trafił w 18-latka, który przeszedł do legendy...

Jedna z największych i najbardziej oczekiwanych polskich produkcji od czasu filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas". W przejmującym obrazie, porównywanym do nagrodzonej Złotym Niedźwiedziem „Krwawej niedzieli" Paula Greengrassa, Antoni Krauze przypomina jedną z najmroczniejszych kart z historii PRL-u.

Widowiskową rekonstrukcję dramatycznych wydarzeń w Gdyni, zakończonych brutalną pacyfikacją manifestantów przez oddziały wojska i milicji w 1970 roku, wyróżniają nie tylko rozmach inscenizacyjny i trzymająca w napięciu akcja. Warto zwrócić uwagę na wybitne kreacje Piotra Fronczewskiego jako Zenona Kliszki oraz Wojciecha Pszoniaka jako Władysława Gomułki, a także wzruszające role debiutującej na ekranie Marty Honzatko i znanego z „U Pana Boga za miedzą" Michała Kowalskiego.

Muzykę do filmu skomponował Michał Lorenc („Śluby panieńskie"). „Balladę o Janku Wiśniewskim" - porywający motyw przewodni do „Czarnego czwartku" - zaśpiewał Kazik Staszewski.

DLACZEGO „CZARNY CZWARTEK"?

Autorzy scenariusza „Czarnego czwartku" zaczęli rozmawiać o pomyśle filmowej rekonstrukcji grudniowej tragedii w Gdyni, wiosną 2009 roku. Obaj wywodzą się z pokolenia, które pamięta tamte wydarzenia. Mirek Piepka, jako 17-letni uczeń sopockiego liceum uciekł z lekcji i pojechał do Gdańska, gdzie we wtorek, 15 grudnia, był świadkiem rozgrywającego się na ulicach dramatu. Podobnie Michał Pruski, wówczas 16-latek, uczeń tego samego II LO w Sopocie, także - tyle, że w czwartek, 17 grudnia - opuścił lekcje i pojechał w inną stronę, do Gdyni, cudem unikając śmierci od kuli w trakcie pacyfikacji miasta przez wojsko i milicję. - Grudzień 1970 roku tkwił w nas od tamtych pamiętnych dni - mówią autorzy scenariusza. - Gdy po latach los zetknął nas w zupełnie innych rolach i w trakcie pracy nad scenariuszem innego filmu - zaczęły się rozmowy o Grudniu.

Najważniejszym okazał się argument, że dotąd jedynym filmem o Grudniu 1970 roku był - dotyczący wydarzeń szczecińskich - obraz „Skarga" Jerzego Wójcika z 1991 roku. Natomiast ani o Gdańsku, ani o Gdyni nie nakręcono żadnego filmu fabularnego, a szczegóły gdyńskiego dramatu są mało znane. Zapewne najlepiej wiedzą o nich mieszkańcy Gdyni oraz ci, którzy interesując się historią, sięgają po opracowania książkowe.

Czwartek 17 grudnia 1970 roku w Gdyni był na pewno najczarniejszym dniem w czasach PRL-u - mówi Michał Pruski. - Całe zło i okrucieństwo ówczesnej władzy, jej perfidia i nieliczenie się z obywatelami własnego kraju zogniskowały się w tym jednym dniu, kiedy niczego niespodziewających się ludzi zwabiono w pułapkę, by strzelać do nich jak do tarcz strzelniczych.

Mniejsza o definicje - dodaje Mirosław Piepka - ale grudniowy dramat w Gdyni był zbrodnią ludobójstwa w całym złowrogim znaczeniu tego słowa. O ile w Gdańsku i Szczecinie wystąpienia robotników przybierały gwałtowny obrót, płonęły partyjne komitety, o tyle Gdynia była spokojna i wyważona. Władze miasta podpisały porozumienie z komitetem strajkowym, nie wypadła choćby jedna szyba z okna.

Wprawdzie we wtorek i w środę 15 i 16 grudnia Gdynia była miastem, w którym napięcie sięgało zenitu, zwłaszcza po brutalnej pacyfikacji komitetu strajkowego i protestach w obronie aresztowanych, jednak wciąż na ulicach panował spokój. W tej atmosferze, po słynnym apelu Stanisława Kociołka o powrót do pracy, zwyczajni ludzie uwierzyli w słowa partyjnego dygnitarza i pojechali do swoich zakładów pracy. Zamordowano osiemnastu spośród nich, setki odniosły ciężkie rany. Nie było w powojennej historii Polski zbrodni równie cynicznej, w istocie egzekucji przeprowadzonej na zimno, bez cienia skrupułów. Właśnie dlatego „czarny czwartek" trzeba pokazać takim, jakim był naprawdę, odtworzyć szczegóły tego dnia poprzez losy tych samych zwyczajnych ludzi, których dotknęły dramaty o skali trudnej do wyobrażenia. Dlatego napisaliśmy scenariusz filmu „Czarny czwartek".

„BALLADA O JANKU WIŚNIEWSKIM"

„Ballada o Janku Wiśniewskim" jest dla mnie istotną, ważną i piękną piosenką. To była, obok „Murów" Kaczmarskiego, żelazna pozycja - w mroku stanu wojennego niosła swego rodzaju nadzieję, mimo że wtedy tej nadziei nie sposób było dostrzec."

/Kazik Staszewski o „Balladzie o Janku Wiśniewskim"/

Pierwowzorem bohatera słynnej "Ballady o Janku Wiśniewskim" wykonywanej przez Kazika do filmu „Czarny czwartek" jest Zbyszek Godlewski - 18-letni pracownik Stoczni Gdyńskiej im. Komuny Paryskiej, zastrzelony 17 grudnia 1970 przez wojsko, które otworzyło ogień w kierunku zmierzających do pracy stoczniowców. Protestujący stoczniowcy podnieśli zwłoki i położyli na zdjętych z zawiasów drzwiach. Następnie przemaszerowali ulicami Gdyni z ciałem zamordowanego. To wydarzenie zainspirowało w 1980 roku opozycyjnego działacza Krzysztofa Dowgiałłę do napisania piosenki do muzyki Mieczysława Cholewy. Ponieważ nie znał on nazwiska ofiary, zastąpił je Jankiem Wiśniewskim. Utwór szybko stał się popularny w kręgach Solidarności.

W 1981 roku "Balladę o Janku Wiśniewskim" wykorzystał w filmie "Człowiek z żelaza" Andrzej Wajda. Piosenkę w aranżacji Michała Korzyńskiego wykonała Krystyna Janda, a wspomogli ją Przemysław Gintrowski, Jacek Kaczmarski i Zbigniew Łapiński. W 2005 roku Janda ponownie wykonała ten utwór
- podczas uroczystego koncertu w Stoczni Gdańskiej celebrującego 25. rocznicę powstania Solidarności. "Balladę" wykonywała także Renata Przemyk. Kontrowersje wzbudził fakt wykorzystania ballady przez Władysława Pasikowskiego w filmie "Psy". W jednej ze scen reżyser pokazał śpiewających utwór pijanych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy transportują zamroczonego alkoholem towarzysza.

W latach 90. jedna z ulic Elbląga, rodzinnego miasta Zbyszka Godlewskiego, została nazwana jego imieniem. Postanowieniem Prezydenta RP z dnia 17 grudnia 2008 (w 38. rocznicę Grudnia 70), za zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, został on pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

Po upadku komunizmu biegnącą wokół portu gdyńską ulicę Juliana Marchlewskiego przemianowano na ulicę Janka Wiśniewskiego. Również w Gdańsku jedna z ulic nosi imię tej postaci.

O PRODUKCJI

Na realizację „Czarnego czwartku" przewidziano 31 dni zdjęciowych. Większość z nich realizowano w plenerze, wykorzystując miejsca autentycznych wydarzeń z grudnia 1970 roku m.in. okolice stacji SKM Gdynia-Stocznia, dworzec PKP Gdynia Główna, Kościół NMP - Kolegiata Gdyńska, Urząd Miasta Gdyni, Cmentarz Komunalny na Witominie; Szpital Morski im. PCK, gmach Dowództwa Marynarki Wojennej, a także wnętrza byłego gmachu KC PZPR w Warszawie. Ponieważ od tamtych tragicznych wydarzeń minęło 40 lat, kierowana przez Zbigniewa Daleckiego ekipa scenograficzna musiała włożyć ogromną ilość pracy w odtworzenie realiów PRL-u z początku lat 70. Od początku twórcom przyświecała idea, by ówczesną rzeczywistość oddać w jak najbardziej wiarygodny sposób. - W filmie dominują różne odcienie szarości: od rdzawych elementów kładki nad stacją Gdynia Stocznia i prowadzących na nią drewnianych schodów, po srebrzyste nawierzchnie ulic wybrukowanych kostką, którymi niesiono na drzwiach zakrwawione ciało osiemnastoletniego Zbyszka Godlewskiego - mówi reżyser filmu Antoni Krauze.

Zadania ekipie nie ułatwiła pogoda. Zdjęcia realizowano w okresie od 16 lutego do 31 marca 2010, kiedy Gdynię pokryła obfita warstwa śniegu. Ponieważ w połowie grudnia 1970 roku na trójmiejskich ulicach widać było jedynie poranny szron, wiele godzin poświęcono na odśnieżanie miejsc, w których realizowano zdjęcia do „Czarnego czwartku".

Niełatwym okazało się także znalezienie kostiumów dla kilkusetosobowej grupy statystów. Problemem nie były ubrania cywilne - wiele z nich kupiono po prostu w lumpeksach, a część przynieśli sami gdynianie odpowiadając na ogłoszenie producentów filmu, lecz polowe mundury milicyjne, które w latach 60. wykonane były z materiału moro, dziś już nieprodukowanego. Na potrzeby filmu zamówiono więc specjalną partię materiału, a następnie pod okiem odpowiedzialnej za kostiumy Anny Grabowskiej uszyto ubrania na miarę dla ekranowych funkcjonariuszy MO.

Filmowców na planie kilkakrotnie odwiedziła Stefania Drywa razem z synem Romanem. Chwaliła pracę scenografów, którzy drobiazgowo odtworzyli w hali ówczesne mieszkanie Drywów.

- Naszą naczelną zasadą było uniknięcie fałszu. Wszystko musiało być naturalne. Nie mogło być żadnej kreacji artystycznej, ekspresji, która spowodowałaby pociągnięcie widza w jakąś stronę. Staraliśmy się, by wszystko było "jeden do jednego" - wspomina autor zdjęć Jacek Petrycki. - Bardzo nie chcieliśmy szokować. Ale gdy zaczęliśmy tworzyć plan filmowy, który musiał być „dotknięty" tą krwią ściekającą po schodach, to się okazało, że ta rzeczywistość jest bardzo brutalna - dodaje.

Już na etapie przygotowań postanowiono, że główny wątek, dramat Brunona i Stefanii Drywów, opowiedziany zostanie w sposób statyczny. Kamera śledziła twarze bohaterów, ich drobne gesty, czułości i rutynowe, codzienne zachowania. Sposób opowiadania zmienia się wraz z rodzącym się w Stefanii niepokojem o los męża. Rytm ujęć staje się pospieszny, coraz gwałtowniejszy.

Z opowieścią o losie Drywów od początku kontrastować miały wydarzenia na ulicach Gdyni. Kamera rejestrowała akcję z bliska, w ruchu, stając się współuczestnikiem zajść. Krótkie, dynamicznie montowane ujęcia, szczególnie, gdy jesteśmy świadkami drastycznych obrazów ran i śmierci, przebijane są szerokimi planami, aby pokazać skalę rekonstruowanych wydarzeń.

Jeszcze inny rodzaj narracji zastosowano w scenach narad Gomułki i jego gabinetu politycznego. Statycznym, opartym na dialogu sytuacjom towarzyszą dyskretne jazdy kamery przyglądającej się ludziom znajdującym się na szczytach władzy, którzy nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że kończą się dni ich politycznej kariery.

Twórcy filmu podkreślają, że "Czarny czwartek" nie jest tylko filmem o wydarzeniach Grudnia '70, lecz mówi o czymś, co dotyka nas codziennie. To film o kryzysie zaufania i kryzysie wiary.

Produkcja „Czarnego czwartku" kosztowała blisko 7 mln. złotych. Film otrzymał dofinansowanie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kwocie 4 mln złotych. Premierę i dystrybucję „Czarnego czwartku", jako wielkiej opowieści o polskim losie czasów komunizmu wsparł Instytut Pamięci Narodowej. Honorowy Patronat nad filmem objął Prezydent RP Bronisław Komorowski.

Premiera: 25 lutego 2011


MiasteczkoStudenckie on Facebook
  • Facebook