„Konrad Maszyna” w Łaźni Nowej



Powiązane obiekty:
Powiązane newsy:

Wymyślono już maszynę do szycia, do pisania, a nawet do świerkania. Łaźnia Nowa poszła jeszcze dalej i stworzyła swoją własną wersję w postaci „Konrada Maszyny”. Wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku.

„Konrad Maszyna” to spektakl, w którym miesza się wiele współczesnych wątków. Kultura niska urosła już na tyle, że staje się jednym z pełnoprawnych pierwiastków teatru. Obok cytatów Marcina Świetlickiego i Rafała Wojaczka, monolog Konrada po brzegi wypełniają odwołania do kultury masowej. Kasia Cichopek w wersji high definition, doktor pokazujący tylne siedzenie samochodu, czy śpiewane wzdłuż i wszerz Polski „życie, życie jest nowelą”. Pada nawet propozycja, aby wszystkie polskie seriale oblać paliwem i podpalić. Zważając na ceny benzyny, byłoby to nie lada poświęcenie. Obok popkultury, dużo w tym spektaklu Boga i Polski. O ile Bóg i tak jest wszechobecny (a przynajmniej tak mówią), to już Polska zostaje wyciągnięta trochę przed szereg. Uderzająca w swojej patologii, oferuje widzom wiwisekcję samej siebie. Krwiożerczego księdza, otumanione społeczeństwo i Konrada, który z symbolu zmienia się w synonim porażki.

Nad całym przedstawieniem stoi znak niedopowiedzianego synobójstwa. Konrad zwierza się publiczności: „Ja tylko zabiłem syna, ponieważ Polska jest tego warta”. Mateusz Pakuła wyciąga z ciemności wstydliwe problemy społeczeństwa i kieruje światło reflektora wprost na nie. Bartosz Szydłowski, w roli DJa doprawia całość porwanym rytmem. Poszarpane słowa, muzyka i publiczność wstrzymująca oddech. Jerzy Święch wykrzykuje w przestrzeń pytania, które zmieniają Łaźnię Nową w nieprzyjazne, wrogie miejsce. Bo w ogniu tych pytań, jesteśmy my. Kilkunastoosobowa grupa zgromadzona na widowni, która zdecydowała się uczestniczyć w tym intymnym i równocześnie mrocznym świecie. A wprawionej w ruch machiny nie da się już zatrzymać.

Justyna Mądro


MiasteczkoStudenckie on Facebook
  • Facebook