"W imię Jakuba S." - Łaźnia Nowa (recenzja spektaklu)



Powiązane obiekty:
Powiązane newsy:

„W imię Jakuba S.” czyli jak współczesny performance łamie granice, lawirując między oczekiwaniami widzów i oferując nieoczekiwane. Spektakl w Łaźni Nowej to odkopanie korzeni tych znanych z wiadomości: „młodych, wykształconych, z wielkich ośrodków miejskich”. Tych, którzy całe życie realizują jakiś projekt i wyjeżdżają na zagraniczne wakacje do ciepłych krajów. Z pewnością nie spodoba się im to, co przykrywa zmarznięta warstwa przeszłości.

Centrum kredytów hipotecznych to mekka współczesnego trzydziestolatka. Chętnie przy sushi opowiada swoim znajomym o kredytowych meandrach i promocjach w Ikei. No chyba, że jak bohaterowie spektaklu Strzępki i Demirskiego – nie może tego kredytu dostać. Wtedy pogrąża się w towarzyskim niebycie. Omija znajomych szerokim łukiem, z zazdrości zwija się na widok ich mieszkań, w których osiadłaby sama Magda M. (koniecznie z bukietem słoneczników i małym wielbłądem). I tylko czasami, w tej złości, wśród starannie wymawianych „aczkolwiek” i dopracowanych angielskich zwrotów, zaplącze się gdzieś słówko żywcem wyjęte z chłopskiej gwary. Wiejskie faux pas na salonach prezentuje się niezbyt okazale. Najlepiej zamieść je pod dywan i przydepnąć obcasem od Loubutina. Starsze pokolenie oderwane od pługa trochę nie odnajduje się w nowych realiach. W czasie Wigilii bourbon zastępuje im kompot z suszu, a za plecami mają diabła z widłami.

Akcja spektaklu „W imię Jakuba S.” toczy się na przykrytej śniegiem scenie, który równocześnie jakby otula pamięć bohaterów. Surowa sceneria jest doskonałym tłem do aluzji wypowiadanych przez aktorów. Jakub Szela patrzy na publiczność z ironią i mówi: „Ja was znam, co wy myślicie, że was nie znam?”. A widzowie pod tym zimnym spojrzeniem niespokojnie poruszają się na miejscach. On wie.

Jakub Szela w 24 godziny zmienił los swój i los chłopów pańszczyźnianych. Dzisiejszy trzydziestolatek w 24 godziny może zrobić, co najwyżej projekt, który zleciła mu wykonać międzynarodowa korporacja. Zatęchła nowoczesność nie wyzwala energii do szukania swojego miejsca między szczeblami kariery. Ona bez pardonu usadza za biurkiem. Do bycia prawdziwym Europejczykiem wystarczy własne mieszkanie i Sylwester w Egipcie. Reszty nie widać. Reszta jest szczelnie zapakowana i schowana pod najdroższym garniturem.

Justyna Mądro


MiasteczkoStudenckie on Facebook
  • Facebook